Pusty dom

Autor: Konstancja Motyl, Gatunek: Proza, Dodano: 12 maja 2017, 22:40:46

Matka

 

Była zmęczoną, milczącą kobietą. Żyłam z nią trzydzieści lat, ale nie wiedziałam o niej nic. Całe jej piękno, mądrość zamknięte były za drzwiami przeszłości. Oglądałam na starych fotografiach smukłą postać, w długich sukniach, kapeluszach, z ramionami otulonymi przez ciemną pelerynę falowanych włosów. To była moja mama, ale oglądałam ją, jak kobiety na plakatach i okładkach czasopism. Palcem muskałam jej kąciki ust, nasze wspólne oczy, nasze wspólne brwi i policzki, te same plamki i pieprzyki. Popołudniami, gdy piłyśmy herbatę w altanie siadała na fotelu i niekiedy, jakby dostrzegła samą siebie przemykającą przez ogród, podrywała się, otwierała szeroko oczy i wpatrywała w cienie pomiędzy drzewami. Zamierała w bezruchu, by po minucie, czasem dwóch zachłysnąć się powietrzem, jak topiący się człowiek w ostatniej chwili przed pójściem na dno. Jeszcze wtedy nie wiedziała jak niewiele jej do niego brakuje.

Powtarzała, że małżeństwo z ojcem było najgorszą decyzją w jej życiu, pogrzeb miała pięćdziesiąt dwa lata temu w bieli i przy dźwiękach skocznej muzyki. Umierała w cieszącym się tłumie. A przecież kochało się w niej pół Warszawy, wspominała o Adamie, który zadurzył się w niej tak mocno, że popadł na zdrowiu. Nie jadł, nie piił, nie mógł spać, tylko słał do niej miłosne wiersze na czerpanym papierze, z których ona się zaśmiewała. I był też Julek, lotnik, który wyemigrował do Ameryki, Jędrek, syn profesora z Akademii Muzycznej, i Piotr, podobno poczytny pisarz. 

O swoich rodzicach mówiła tylko, że babcia zmarła dwa tygodnie przed moimi narodzinami, a dziadkowi serce pękło trzy dni później. Zawsze tak robiła, odliczała śmierć bliskich osób od mojego życia, jakbym była jej wyznacznikiem. Drugi dziadek umarł, gdy kończyłam podstawówkę, a wujek w dzień, gdy dostałam rozwód. Wiem, że matka miała siostrę, pisała do nas listy długimi latami, w końcu przestała, bo na żaden z listów nikt jej nigdy nie odpowiedział. Przyjaciel dziadka, wujek Izydor  mieszkał we Francji, zawsze ciepło o nim mówiła. Podobno razem rozkręcali biznes, skupy czereśni w całym mazowieckim, potem eksport. Dorobili się niezłych pieniędzy, ale gdy babcia zachorowała na raka wszystkie przepadły. Potem przepadł też dziadek, matka po jego śmierci jeszcze dwa lata została w Warszawie, urabiała się po łokcie, żeby mieć z czego żyć. Pracowała w szpitalu, gdzie leżały dzieci z porażeniami, łamali im kości, kładli w gips albo rozcinali ścięgna. Kiedyś na dobranoc, gdy popłakiwałam w gorącze powiedziała mi, żebym przestała, bo tylko tam dzieci prawdziwie płakały. 

25 marca 1963 roku poznała mojego ojca, Jana, żołnierza, którego znaleźli pobitego na schodach szpitala. Podobno tylko miłość może powołać człowieka do życia, a zatem co powowało mnie? 

 

Ojciec

 

O pogodnym spojrzeniu wróbla parapetowego posiwiały staruszek przysiadywał o poranku na parapecie i palił z fifki papierosa.

Komentarze (5)

  • Przeczytałam z wielką przyjemnością.
    Sztuką jest umieć tak opowiadać o prostych rzeczach...

  • Mam nadzieję, że to fikcja.

  • Dlaczego?

  • Lekko to ubarwić i będzie fenomen.

  • Ubarwić.. mama tylko czerwonej szminki używała.Lecz jeśli wpleść czerwień w ten tekst, to wtedy popłynie krew, a tego nie chciałam, bo zarzucają mi, że moja proza trupem i mordem zalatuje :)

    KM

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się